niedziela, 2 lutego 2014

LCD Soundsystem- 45:33

         W 2006 roku LCD Soundsystem wydało niezwykłe EP. Niezwykłe z kilku powodów: po pierwsze ze względu na swoją długość mogłoby właściwie zostać uznane za album, po drugie zawiera podobno soundtrack do biegania, no i po trzecie- jest ciekawym tworem z gatunku muzyki elektronicznej, zupełnie niepodobnym do wcześniejszej twórczości zespołu. Oprócz tego zawiera tylko jeden utwór, tytułowy, pocięty na sześc części. Pierwsza z nich jest dwuminutowym intrem, pełnym mieszających się w chaosie sampli i dźwięków pianina, które w drugiej części  zaczynają układać się w zgrany rytm. W pewnym momencie słyszymy w końcu głos Jamesa Murphiego. Niestety nie pojawia się zbyt często na krążku. Jedynie w części drugiej nie jest zniekształcony przez komputer. Po jakichś pięciu minutach na pierwszy plan wychodzą dźwięki sampli tworzących melodie w części trzeciej, pianino zanika. Część trzecia nie zawiera żadnych partii wokalnych, melodia jest grana na dzwonkach. Po ośmiu minutach melodia zaczyna się zmieniać i rozpoczyna się moja ulubiona część- czwarta. Rytm jest najżywszy, ten fragment wydaje mi się najlepszy do joggingu. W drugiej minucie zniekształcony przez komputer głos opowiada ledwie zrozumiałą historię o swojej "podróży w kosmos". Później pojawia się wokal żeński, już nieco bardziej melodyjny. Jej głos wraz z brzmieniem elektronicznym chwilami zlewają się ze wspaniałą partią instrumentów dętych. Uwielbiam wykorzystanie tych instrumentów w muzyce elektronicznej. Potem jest jeszcze solówka i powolne wyciszenie. I wtedy ostre brzmienie trąb rozpoczyna część piątą, szybko są jednak zastąpione przez perkusję, elektronikę i komputerowy wokal. Po dziewięciu minutach częśc piąta szybko się urywa i przechodzi w zdecydowanie zbyt długą częśc szóstą. Jest ona wyciszeniem, zakończeniem utworu, przypominającą raczej muzykę relaksacyjną. Nic konkretnego się przez te osiem minut nie dzieje, aż do ostatnich sekund, gdzie muzyka zwalnia i następuje cisza.
Podsumowując, 45:33 jest niezwykłym dziełem, które powinien przesłuchać każdy fan muzyki elektronicznej. Czy faktycznie nadaje się do słuchania podczas biegania? Część czwarta i piąta na pewno, co do reszty nie byłbym taki pewien. Jedynym zarzutem jaki mam do 45:33 jest część szósta. Dla mnie bardzo ważne jest zakończenie albumu, a to było po prostu nijakie. Brakuje też trochę charakterystycznego głosu Murphiego, ale nie ma co narzekać- 45:33 i tak pozostaje jedną z moich ulubionych płyt z muzyką elektroniczną.
OCENA: 8,5/10

F.
                                                                                                          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz