sobota, 22 lutego 2014

Green Day- 21st Century Breakdown

Ne jestem wielkim fanem zespołu Green Day. Muszę zaznaczyć, że nie przesłuchałem wszystkich ich albumów, a większość z tych przesłuchanych niespecjalnie przypadła mi do gustu. Ciężko jest stworzyć oryginalną muzykę rockową, grając w trio. Większość ich piosenek to łatwe melodie i zmieniające się chwyty gitarowe w niespecjalnie skomplikowanych rytmach. Próżno u nich szukać ciekawych riffów, czy oryginalnych rozwiązań. Cała ich magia leży w przebojowości i klimacie, w jakim jest utrzymany dany album. A w tym 21st Century Breakdown jest najlepszy. Jest to kolejna, po American Idiot opera rockowa. Album jest podzielony na trzy akty, które opowiadają o losach Glorii i Christiana za rządów Georga Busha. Choć aranżacje utworów są często do siebie podobne, to płyta nie nudzi. Właśnie dlatego, że przedstawia jedną, spójną historię. W klimat albumu świetnie wprowadzają już pierwsze dwa utwory, Song of the Century, oraz utwór tytułowy. Choć niektóre piosenki, zwłaszcza w trzecim akcie, są już nieco monotonne, ten fakt nie zraża tak bardzo, jak na trylogii albumów, którą zespół wydał w 2012 roku. Tamte utwory były zwyczajnie zbędne, natomiast na 21st Century Breakdown są ważną częścią historii. No i pojawiają się również takie perełki, jak Peacemaker, czy Viva la Gloria? (Little Girl), których melodie niezwykle wyróżniają się na tle albumu. Nie za sprawą swojej przebojowości, tak  jak Know Your Enemy, ale nietypowymi dla Green Day'a melodiami. Jak dla mnie, ta płyta zasługuje na miano najlepszego albumu Green Day, nie American Idiot, ani Dookie. Choć może nie ma takich przebojów jak Holiday, lub American Idiot, ale  jako całokształt, krążek prezentuje się dużo lepiej.
OCENA: 9/10

   F.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz