poniedziałek, 1 grudnia 2014

TOP 10 Albumów 2014

         Rok 2014 ma się już ku końcowy, więc czas najwyższy na jego muzyczne podsumowanie. Przygotowałem zestawienie dziesięciu nowych albumów, które najbardziej przypadły mi do gustu. W czasie ostatnich dwunastu miesięcy było ich na szczęście wyjątkowo dużo, i to nie tylko na scenie zagranicznej, trafiło się też kilka rodzimych, które zdecydowanie pokazały klasę. Więc:

10.  THE JUAN MACLEAN- IN A DREAM

http://cdn.shopify.com/s/files/1/0192/0262/products/dfa2448_packshot_scd_1024x1024.jpg?v=1410813438           Po rozpadzie LCD Soundsystem w 2011,  lider grupy, James Murphy, poświęcił się kierowaniu swoją wytwórnią płytową, DFA Records. Inni członkowie zespołu zajęli się solowymi projektami lub pozakładali zespoły i wydali własne płyty za pośrednictwem DFA. Wytwórnia nie serwuje zbyt różnorodnej muzyki, większość albumów jest utrzymana w klimatach muzyki elektronicznej i dance-punku, posiada również widoczne ślady po LCD Soundsystem, więc zainteresuje się nimi niemal każdy fan tej przełomowej grupy. In a Dream autorstwa Juan Maclean nie jest od tej reguły wyjątkiem. Zespół tworzą John Maclean i Nancy Whang (dawna członkini LCD). Album zawiera dziewięć kompozycji będących mieszanką elektroniki, popu, disco i punku. Moim faworytem jest niezwykle melodyjne A Simple Design, wyjątkowo chwytliwe jak na muzykę tego typu. Potężna gitara i silny wokal Nancy w A Place Called Space sprawiają, że jest to najmocniejszy utwór otwierający płytę w dorobku Macleana. Obowiązkowa propozycja dla fanów elektroniki w klimatach LCD Soundsystem.


9. MUSEUM OF LOVE- MUSEUM OF LOVE

http://www.brooklynvegan.com/img/bp/museum-of-love-LP.jpg         Tutaj będzie krócej, bo powtarza się historia spod numeru dziesiątego. Kolejna płyta z metką DFA Records, z ta różnicą, że jeszcze lepsza. A to dla tego, że debiut grupy Museum of Love jeszcze bardziej zbliża się do ścieżki wytyczonej przez Jamesa Murphiego,a także dodaje wiele od siebie. Instrumenty dęte w The Who's of Who Cares robią z niego jeden z moich ulubionych kawałków minionego roku. Uwielbiam połączenia tych instrumentów z muzyką elektroniczną, a Museum of Love korzysta z nich perfekcyjnie! Poza tym największą zaletą albumu jest jego przystępność. Elektronika nie jest najłatwiejszą rzeczą do słuchania, jednak w tym przypadku płyta wciąga już za pierwszym razem, zwłaszcza singlowe Monotronic i finałowe And All The Winners. W 2014 była lekka susza jeśli chodzi o dobrą elektronikę, a Museum of Love świetnie zapełniło pustkę po rozczarowującym solowym albumie Thoma Yorka. Jeśli nie wiesz o czym mówię... Nie tracisz zbyt wiele.

  

8.  LANA DEL REY- ULTRAVIOLENCE

http://cdn.pitchfork.com/news/55119/8dda5e1b.png
         Niespecjalnie podobała mi się jej pierwsza płyta, od razu to zaznaczę. Blue Jeans, albo Summertime Sadness miały swój urok, ale album jako całość... Miał swoje momenty, ale sporo sampli było wręcz irytujących a wokal Lany w takim Off To The Races brzmi aż śmiesznie. Jednak na swoim drugim krążku piosenkarka obrała nieco inny kierunek. Popowe sample zastąpiła gitarami, a wrzynające się w ucho hity radiowe spokojnymi melodiami w stylu retro. Z dodatkiem jej unikalnego głosu powstała mroczna, delikatna płyta, znacznie lepsza od poprzedzającej ją Born to Die. Może i lirycznie wciąż jest ciut monotonnie,it  to wątpię żeby w jej przypadku było to dla kogoś priorytetem. Ważne jest za to, że Another Woman brzmi jak soundtrack z czarno- białego filmu, Old Money przypomina nieco Video Games, jest jednak jeszcze lepsze w mojej opinii, a gitara w Shades of Cool i West Coast przykuwa większą uwagę niż sama wokalistka. Może nie jest to album jakiego spodziewali się fani i może nie był wielkim sukcesem komercyjnym. Był jednak jednym z najciekawszych dzieł wydanych w tym roku.


7. LINKIN PARK- HUNTING PARTY

http://assets.rollingstone.com/assets/images/album_review/lp-1402693665.jpg           Poprzedni krążek Linkin Park pt. Living Things zawojował stacje radiowe z pomocą takich hitów jak Burn it Down czy Castle of Glass. Problem w tym, że zespół stracił swoją oryginalność, wspomniane utwory przepłynęły razem z całym radiowym szambem, każdy śpiewał Burn it Down pod nosem przez pięć minut i jedyne co po Linkin Park zostało to sława zespołu dla gimnazjalistów.  Ich kolejny singiel, A Light That Never Comes pokazał, że wcale im ta opinia nie przeszkadza, bo była to ta sama bajka co poprzednia płyta. Jednak potem ktoś poszedł do rozum do głowy i powstało Hunting Party. Album dużo lepszy od poprzednika i dużo mniej popularny. Chyba żaden z promujących utworów nie uzbierał nawet dziesięciu milionów wyświetleń na Youtube. Ciekawe gdzie się podziało to całe gimnazjalne towarzystwo, które jeszcze dwa lata wcześniej uważało się za zagorzałych fanów? Ale do rzeczy. Hunting Party to zwrot o sto osiemdziesiąt stopni w karierze zespołu. Zamiast syntezatorów i marnej elektroniki mamy ciężkie brzmienie gitary, którego u LP nie było już dawno. Jest też dużo więcej rapu niż na poprzednim krążku, co zdecydowanie wychodzi mu na plus. Gniewne Wastelands przywodzi na myśl najlepszą twórczość zespołu z czasów Meteory, a to co się dzieje w niemal sześciominutowym Guilty All The Same jest nie do opisania. W dodatku zespół zaprosił aż czterech gości. Najlepiej spisał się Daron Malakian swoim występem w Rebelion. Płyta ma swoje minusy, między innymi trochę mdły utwór otwierający album, ale i tak jest wręcz bez porównania lepszy niż ich ostatni wyczyn. Oby tak dalej.


6. HAPPYSAD- JAKBY NIE BYŁO JUTRA

http://merlin.pl/Jakby-Nie-Bylo-Jutra_Happysad,images_big,29,MYSTCD262.jpg           No, czas na coś polskiego. Nie słucham zbyt wielu rodzimych kapel, ale happysad wyjątkowo przypadł mi do gustu. Od czasu genialnej Nieprzygody nabrali niezwykłego brzmienia, którego nie powstydziłyby się zespoły na skalę światową (czy tylko mnie tak zachwyca solówka w Jałowcu?). Nie chcę zbytnio przesadzić, bo Kuba Kawalec ma tendencje do spłycania twórczości zespołu swoimi infantylnymi tekstami. Nie mówię, że zawsze się tak dzieje, słowa do Zanim Pójdę są wręcz kultowe, ale raczej mało który poważny artysta mógłby zaśpiewać Lgniemy do siebie jak opętane bańki mydlane... Wypominam to na początku, bo jest to cytat z najnowszej płyty zespołu, która była by pewnie duży wyżej w zestawieniu, gdyby nie zagrania tego typu. Zespół nazywa Jakby Nie Było Jutra swoim najdojrzalszym albumem i faktycznie tak jest. Ale tylko w warstwie muzycznej. Skoczne Tańczmy, progresyjne Smutni Ludzie, elektroniczne Ciała Detale... Muzycy pokazali, że potrafią sklecić coś dużo ambitniejszego niż kilka chwytów na gitarze. I wyszło im niesamowicie, skoro stawiam ten album tak wysoko, mimo że wokalista niespecjalnie dotrzymuje kroku reszcie grupy.


5. WE DRAW A- MOMENTS

http://ecsmedia.pl/c/we-draw-a-moments-b-iext27448183.jpg          I znowu polska płyta, chociaż po angielsku. Duet We Draw A to najlepsze co przytrafiło się polskiej muzyce elektronicznej w ostatnich latach. Porywające Lowbanks niezaprzeczalnie to potwierdza. Jest to płyta spójna i spokojna, nie licząc pierwszych trzech minut ostatniej kompozycji. Nie wiem kto stwierdził, że dźwięki skrzypiącej huśtawki będzie miłe dla ucha, ale mniej więcej z tego składa się te kilka minut utworu. Na początku może to być sporym wyzwaniem dla słuchacza. Jednak poza tym, zespół serwuje nam ponad czterdzieści minut delikatnej, wpadającej do ucha elektroniki. Nie wydaje mi się żeby gdziekolwiek została tam użyta gitara czy inny instrument, muzycy w pełni zdali się na komputery i zdecydowanie wyszło im to na dobre. Ich styl przypomina nieco Moderata, ale te spokojniejsze kompozycje. Idealna płyta do słuchania w nocy, dopiero wtedy naprawdę nabiera klimatu.



4. U2- SONGS OF INNOCENCE

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/7f/U2_Songs_of_Innocence_Physical_Cover.jpg           Ugh. W tym przypadku będę się streszczał, bo o tym albumie powiedziano już niemal wszystko. Nie napiszę o jego sposobie dystrybucji, każdy zna te historie. A jeśli chodzi o sam materiał to jest to zwyczajnie bardzo dobra płyta. Nie próbuje być niczym przełomowym, ale kto oczekuje przełomu od U2 po tylu latach kariery? Już swoje zrobili, pora na kogoś innego. Songs of Innocence nie jest też jednak odcinaniem kuponów, bo brzmienie jest świeże i niemal wszystkie utwory wpadają w ucho przy pierwszym przesłuchaniu. Moimi faworytami są The Troubles i Every Breaking Wave, utwory, które mogę się jeszcze założyć, że będą mielone na okrągło przez stacje radiowe i nucone przez ludzi, którzy ostatnie miesiące spędzili na narzekaniach, jak to bezczelnie U2 włamuje im się do bliblioteki iTunes.

3. DAMON ALBARN- EVERYDAY ROBOTS

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/5/58/Damon-albarn-everyday-robots.jpg                Tu zaczynają się prawdziwe perełki. Prawdopodobnie większość osób kojarzy Albarna z działalności w zespole Gorillaz. Sam nie jestem zbyt wielkim fanem tej grupy, mieszają tyle gatunków muzyki, że trudno jest się odnaleźć słuchając całego ich materiału. Na Everyday Robots nie ma tego problemu. Mocną stroną albumu jest właśnie jego spójność i niezwykle intymny klimat. Lekkie, falujące melodie, cichy akompaniament pianina, delikatny głos Albarna... Wszystko zdaje się dopełniać perfekcyjnie. Gdybym miał to porównać do Gorillaz, styl jest najbardziej zbliżony do utworów Empire Ants i To Binge z płyty Plastic Beach. Mają ten sam senny charakter. Najmocniejszą częścią albumu są dwie zgrabnie połączone piosenki, Lonely Press Play i Mr Tembo, to drugie z nieco weselszym nastrojem opowiada historię... Słonia. Ciekawe, że znalazła się zaraz po melancholijnej piosnce o samotności i jeszcze jakimś cudem brzmiała spójnie.   Może nie ma w tym albumie niczego przebojowego, ale to kolejna płyta którą trzeba przesłuchać samemu, w nocy, na słuchawkach. Jeśli cię nie wciągnie, przynajmniej posłuży jako świetna kołysanka.


2. KASABIAN- 48:13

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/b/b5/Kasabian_48_13.jpg             Kasabian. Dużo słyszałem o tym zespole, ale do premiery 48:13 nie miałem okazji do przesłuchania żadnego z ich dokonań. Jednak gdy w radiu usłyszałem Eez-eh postanowiłem to zmienić. I bardzo dobrze, Bo 48:13 szybko stało się jednym z najczęściej powtarzanych albumów w moim odtwarzaczu. To co tak mnie w nim urzekło to świetne wykorzystanie elektroniki. Było to dla zespołu praktycznie nowe terytorium, poprzednie płyty to w większości typowe gitarowe granie, tym większy sukces, że tak dobrze odnaleźli się na nowym polu. W dodatku album został dość ciepło przyjęty przez fanów, co jest niemałym osiągnięciem przy tak drastycznej zmianie stylu. Najlepiej na krążku bronią się kompozycje typowo elektroniczne, jak Treat czy Explodes. Kwintesencją płyty jest Stevie w którym zmieszano chyba wszystkie pomysły jakie zespół wykorzystał na tym albumie. Zespół daje nam odpocząć od tego elektronicznego tłoku w krótkich interludiach oraz finałowym S.P.S., który wydaje się kompletnie nie pasować do reszty materiału, jest jedną z prostszych kompozycji zespołu. Ale po takiej bombie jaką były poprzednie kawałki takie wyciszenie jest jak najbardziej na miejscu.


1. COLDPLAY- GHOST STORIES

http://ecsmedia.pl/c/ghost-stories-b-iext24824539.jpg             Może to niezbyt oryginalny wybór, bo Ghost Stories jest najlepiej sprzedającą się płytą tego roku, no ale nic nie poradzę. Jest po prostu cudowna. Choć muszę przyznać, że przy pierwszych kilku przesłuchaniach nie byłem nią zachwycony. Teksty wydawały mi się wyjątkowo kiczowate, a muzyka monotonna i zbyt prosta. Gdzie podziały się eksperymenty z Vivy la Vidy? Gdzie niezapomniane brzmienie gitar z X&Y? Albo przynajmniej energia i przebojowość Mylo Xyloto? Od początku podobało mi się kilka piosenek, jak Midnight, albo Another's Arms, które niezmiennie wciąż są moimi faworytami, jednak niełatwo było mi się przekonać do bezbarwnego Magic i banalnego tekstu True Love. Jednak Ghost Stories jest jednym z tych albumów, które stają się  lepsze z każdym kolejnym przesłuchaniem. Dlatego cieszę się, że wstrzymałem się z napisaniem recenzji te kilka miesięcy od premiery, bo przez ten czas całkiem przeciętna płyta stała się moim ulubionym dokonaniem Coldplay. Podobnie jak w przypadku Everyday Robots, album nabiera magii dopiero w nocy. Otwierające Always In My Head, chyba najbardziej nastrojowa piosenka zespołu, jest idealnym wprowadzeniem do podróży, w którą zabiera nas zespół. Bo tym właśnie jest Ghost Stories. Podróżą. Poprzez samotność (Midnight), desperację (True Love), oraz pogodzenie ze światem (Oceans). I każda jedna piosenka w perfekcyjny sposób oddaje zawarte w niej emocje. Osobno te utwory zdają się być wyrwane z kontekstu, dlatego nie mogłem się do nich początkowo przekonać. Samodzielnie obronić się może jedynie chwytliwe A Sky Full of Stars, reszta niespecjalnie nadaje się do radia. A co do tekstów które na początku skrytykowałem... Może i są proste, ale za to prawdziwe. Na Mylo Xyloto Chris nieco bawił się w poetę i skutki nie były najlepsze. Do pewnych rzeczy trzeba się zwyczajnie przyzwyczaić. A kiedy się to zrobi, można cieszyć się najlepszym albumem tego roku. Może nie jest przebojowy i nie od razu wpada w ucho, ale jest jednym z najbardziej szczerych i nastrojowych dzieł ostatnich lat.







środa, 26 marca 2014

Historia Okładki: Coldplay- X&Y


Jedną z najciekawszych okładek na jakie trafiłem miał wydany w 2005 roku album X&Y grupy Coldplay. Na pierwszy rzut oka wydaje się ona przypadkowym ułożeniem kolorowych klocków, jednak łatwo się domyślić, że chodzi w niej o coś więcej. Kiedy kupiłem pudełkową wersję płyty, zauważyłem, że w środku książeczki znajduje się swego rodzaju legenda, z której pomocą można odszyfrować wiadomość zakodowaną na okładce. Wiadomość okazała się po prostu tytułem albumu, a kod czymś, co jest nazywane kodem Baudot. Powstał w latach 70- tych dziewiętnastego wieku i jest używany w dalekopisach (telegraficznych aparatach drukujących). W podobny sposób zakodowany jest tekst na ostatniej stronie książeczki, brzmiący Make Trade Fair, oraz okładki wszystkich singli promujących ten album. Ale dlaczego zespół zdecydował się na taką okładkę? Tematem przewodnim płyty jest zagubienie, poczucie, że czegoś nam brakuje, albo, że coś jest uszkodzone. Można to usłyszeć na przykład w utworze tytułowym, Fix You lub Square One. Okładka ma być odzwierciedleniem tego zagubienia- trzeba się mocno nagłowić, żeby ją rozszyfrować. 


Kod Baudot
 Jest to jedna z moich ulubionych okładek, wspaniale wprowadza w styl albumu.  Uwielbiam, kiedy zespół próbuje nam coś przekazać poprzez okładkę albumu,a w tym Coldplay jest naprawdę dobry, co pokazuje również okładka ich najnowszego albumu, Ghost Stories. Wiem, że najważniejsza jest sama muzyka, ale jednak przyjemniej słucha się płyty z zakodowaną wiadomością na okładce, niż czarno- białym zdjęciem wokalisty. Automatycznie można wyczuć, że skoro twórca przekazał głębszy sens już w warstwie graficznej płyty, to to samo zrobił w warstwie muzycznej. I w tym przypadku, takie przypuszczenia są jak najbardziej słuszne.                

F.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                

You Can't Win, Charlie Brown- Chromatic


Ostatnio, słuchając LCD Soundsystem na YouTubie, w wyszukiwaniach z podobnymi wykonawcami zauważyłem utwór An Ending grupy You Can't Win, Charlie Brown. Zainteresowany nazwą zespołu, włączyłem piosenkę, i nie pożałowałem. An Ending jest finałowym utworem z wydanej w 2011 roku płyty Chromatic. Cały album oczarował mnie w równym stopniu, jak wspomniany już wcześniej utwór. Płyta zawiera dwanaście utworów utrzymanych w klimacie spokojnego indie rocka, w którym jednak można dostrzec pewne wpływy LCD Soundysytem (np. w Over The Sun/ Under The Water), a chwilami także Radiohead (ponure Glimpse przypomina mi nieco dokonania z czasów Amnesiaca i Hail To The Thief). Jednak większa część albumu utrzymana jest w wesołym nastroju. Głównie za sprawą radosnych wstawek elektronicznych, obecnych niemal w każdym utworze, brzmiących nieco w stylu tych od wspomnianego LCD Soundsystem. To one kształtują to oryginalne brzmienie zespołu. Gitary elektrycznej właściwie tam nie słyszałem, najwięcej jest dźwięków pianina i gitary akustycznej, choć rola gitary jest na Chromatic bardzo uproszczona. Choćby w Songworm, pojawiają się chyba tylko dwa akordy; to sample sprawiają, że ten utwór jest w ogóle ciekawy. Muszę też napisać parę słów o An Ending, bo zacząłem od niego recenzję, a właściwie nie podałem żadnych szczegółów na jego temat. Jest cudownym utworem na zakończenie tej płyty- jest długi, stonowany, brzmienie dzwonków w piękny sposób komponują się z pianinem. Żaden inny utwór nie byłby tak dobrym finałem tego krążka. Album ma jak jednak kilka problemów: w Until December wokale chwilami są cichsze, a chwilami głośniejsze. Wiem, że może jest to umyślny zabieg artystyczny, ale jeśli tak, to niespecjalnie udany. Inną wadą jest głos samego wokalisty- może nie jest zły, ale podobny wokal słyszeliśmy już w indie rocku aż za wiele razy, jest po prostu przeciętny. Wydaje mi się również, że zespół wybrał do promocji albumu nieodpowiednie utwory- na Chromatic są dużo lepsze piosenki niż Songworm i Until December. Możliwe, że to miało wpływ na bardzo małą popularność albumu, który moim zdaniem, jest bardzo niedoceniony.
OCENA: 7/10

F.

niedziela, 16 marca 2014

TOP 13

Postanowiłem zrobić małą toplistę moich ulubionych wykonawców, albumów i piosenek. Jedynie je wypiszę, bo szersze wpisy na ich temat prawdopodobnie już się na moim blogu pojawiły, a jeśli nie, to na pewno się pojawią. A więc:

                                 ALBUMY:
       
        1. Thom Yorke- The Eraser
        2. Coldplay- Viva La Vida or Death And All Of His Friends
        3. LCD Soundsystem- 45:33
        4. Smash Mouth- Astro Lounge
        5. Kult- Poligono Industrial
        6. Radiohead- Amnesiac
        7. LCD Soundystem- This Is Happening
        8. Strachy Na Lachy- Dodekafonia
        9. Kazik- Oddalenie
        10. Florence+The Machine- Lungs
        11. System of a Down- Hypnotize
        12. Justin Timberlake- 20/20 Experience (part 2/2)
        13. Coldplay- X&Y

                   
                              WYKONAWCY:

       1. Coldplay
       2. LCD Soundsystem
       3. Smash Mouth
       4. Radiohead
       5. Kult
       6. Florence+The Machine
       7. Amy Macdonald
       8. Linkin Park
       9. Lana Del Rey
       10. System of a Down
       11. Mjut
       12. Justin Timberlake
       13. Krista Muir

               
                            PIOSENKI:

       1. Coldplay- Life In Technicolor ii
       2. LCD Soundsystem- Dance Yrself Clean
       3. Strachy Na Lachy- Radio Dalmacija
       4. U2- Numb
       5. Justin Timberlake- True Blood
       6. Coldplay- Midnight
       7. A Great Big World- I Really Want It
       8. Radiohead- Life In A Glasshouse
       9. Snowflake- Give It Up (Start Again)
       10. Queen- Innuendo
       11. Linkin Park- Blackout
       12. Radiohead- Separator
       13. LCD Soundsystem- 45:33 (part 4)



To było moje TOP 13. Pewnie wprowadzę w nim jakieś zmiany, kiedy pojawi się nowy krążek Coldplay, ale to dopiero w maju...

F.            

piątek, 7 marca 2014

Happysad- Ciepło/Zimno

Happysad pracuje nad nową płytą, więc w międzyczasie warto przypomnieć sobie ich ostatni wydany krążek, Ciepło/Zimno. Po kontrowersyjnym Mów Mi Dobrze, na którym zespół serwował nam raczej proste i niespecjalnie rockowe melodie, przyszedł czas na powrót do starego stylu grupy. Jednak klimat jest trochę inny niż na poprzednich albumach. Słuchając Ciepło/Zimno odczuwa się spokój, odprężenie, nawet podczas tych mroczniejszych utworów. Kuba Kawalec śpiewa w nich z większą wesołością niż zwykle. Płyta przynosi też dużo naprawdę dobrego, gitarowego grania (wesoły riff we Wpuść Mnie, czy ostre brzmienie w Ciepło/Zimno). Tekstowo to typowy Happysad, są piosenki o miłości, szczęśliwej i nieszczęśliwej, parę kawałków z podtekstem seksualnym, jest też chyba najweselsza piosenka o próbie samobójczej (Most Na Krzywej). Ale najpiękniejszy tekst ma finałowy utwór Nic Nie Zmieniać: "Siadaj koło mnie, to dla ciebie jest ławka, patrz jak pięknie o miłości gada ten, który miłości nigdy nie zazna". To byłoby cudowne zakończenie płyty, jednak jest jeszcze utwór ukryty- Stare Miasto, spokojna piosenka, wyciszenie po majestatycznym Nic Nie Zmieniać. Album ma też słabsze momenty, jak przeciętne Do Krwi, albo Nie Będziem płakać, zniszczone przez kompletnie niepasujący do utworu żeński wokal.
Jak dla mnie, płyta jest jedną z najlepszych w historii zespołu, a już na pewno jest lepsza od swojej poprzedniczki. Ma swoje gorsze i lepsze chwile, ale ogólnie prezentuje się bardzo dobrze, jakości dodaje jej przede wszystkim piękne brzmienie gitar, którego trochę zabrakło na Mów Mi Dobrze.
OCENA: 8.5/10

F.

piątek, 28 lutego 2014

Lorde- Pure Heroine

Jesienią ostatniego roku ukazał się debiutancki krążek młodej, australijskiej piosenkarki- Lorde. Wybiła się głównie dzięki minimalistycznemu, elektroniczno-popowemu przebojowi- Royals. Bardzo wyróżnia się on na tle innych radiowych hitów, podobnie jak pozostałe single: Tennis Court, Team i Buzzcut Session. Wśród swoich inspiracji wymienia dubstepowy Burial, w jej muzyce łatwo usłyszeć też wpływy Lany Del Ray (zwłaszcza refren Team brzmi jak wycięty z Born to Die). Płyta jest stosunkowo krótka, nie ma nawet czterdziestu minut, ale wychodzi jej to na dobre. Minimalistyczne sample może i dodają albumowi mroku i oryginalności, ale raczej nie trzyma słuchacza w zaciekawieniu na długo. Te dziesięć kawałków na Pure Heroine to akurat w sam raz, by nie znudzić słuchacza. Wszystkie brzmią podobnie, ale każdy z nich ma swoją nutkę oryginalności, która odróżnia go od reszty, np. chórki w Royals, gitara w World Alone, czy refren Team. Fajny efekt daje też wesoła melodia White Teeth Teens, mojego faworyta na albumie.
Pure Heroine powinien przesłuchać każdy fan nieco bardziej wymagającej muzyki pop. Może na dłuższą metę monotonny styl Lorde może się przejeść, to na razie nie trzeba się o to martwić. Zwłaszcza, że artystka nie planuje długiej kariery muzycznej, jeśli wierzyć temu co mówi w wywiadach.
OCENA: 7/10

F.

Nowy Coldplay



W tym tygodniu do sieci trafił nowy utwór Coldplaya, Midnight, wraz z teledyskiem wyreżyserowanym przez Mary Wigmore. Utwór obraca wszelkie oczekiwania fanów wobec nowego albumu o sto osiemdziesiąt stopni. Po pop-rockowym Mylo Xyloto, nikt nie podejrzewał, że zespół przerzuci się na muzykę elektroniczną, wzorowaną min. na Bon Iver, Radiohead czy Peterze Gabrielu.




 I trzeba przyznać, że piosenka jest naprawdę niesamowita. Coldplay ostatnimi czasy przebąkiwał coś o nowej płycie, ale nie byłem tym specjalnie zainteresowany. Jednak po usłyszeniu Midnight zmieniłem zdanie. Bit jest strasznie wciągający, a elektronika delikatna i niezwykle przyjemna. Niesamowite, jak zespół szybko odnalazł się w nowym klimacie i wykorzystał go perfekcyjnie, co widać między innymi po tym, jak ciepło utwór przyjęty został przez fanów. Jedyne kontrowersje budzi głos Chrisa, znacznie zniekształcony na nagraniu, jak wielu uważa- niepotrzebnie.
Jednocześnie w internecie zaczęły pojawiać się niusy, że zespół pracuje również nad teledyskiem do pierwszego utworu promującego nowy album. Czy oznacza to, że Midnight nie pojawi się na nowym krążku? Byłaby to naprawdę wielka strata. Jednak tą teorię popiera fakt, że Coldplay zawsze pisał o Midnight  "New Song". Ani słowa o promocji płyty. Myślę jedna, że sprawa trochę się wyjaśni z momentem ukazania się nowego singla, Magic. Jednak data tego wydarzenia również jest nieznana. Niektóre źródła twierdzą, że utwór usłyszymy dopiero w maju, a na innych stronach możemy przeczytać, że piosenka trafi do sieci już w przyszły poniedziałek (niecałe sześć dni po wydaniu Midnight, trochę w to wątpię). Na razie zespół udostępnił zdjęcie z planu nowego teledysku.


Prawdopodobnie udostępniono właśnie to zdjęcie, by pokazać kontrast między wesołym, kolorowym Mylo Xyloto, a nadchodzącym nowym, na razie bezimiennym krążkiem. Napawa mnie to sporą nadzieją, bo może zespół stworzy równie mroczny i poruszający album, jak wydany niedawno utwór. Na razie pozostają nam tylko domysły, może dowiemy się czegoś już w nadchodzący poniedziałek. Trzeba czekać.

PS. Post będzie aktualizowany, jak tylko pojawią się jakieś nowe informacje.

F.